Cisza, spokój w domu. Schodzę na dół zrobić kawę. Oczami wyobraźni widzę kanapę, kawę i książkę. Po drodze odpalam Facebooka i Instagram w telefonie i przeglądam co u kogo słychać. Nastawiam kawę i oglądam InstaStories. Kawa pachnie intensywnie, wybieram kubek i nalewam czarny aromatyczny płyn. Sięgam po mleko i doprawiam. W domu panuje taka cisza, że słyszę jak mleko wpada do kawy. Pociągam łyk kawy, która cudownie płynie żyłami i budzi mnie do życia. Wychodzę z kuchni i idę na górę, niemal czując miękkość kanapy i czując zapach papieru. I nagle wiem, że to koniec ciszy i spokoju…
Na górze schodów stoją 3 głowy, które bystro patrzą co się dzieje. Moje psy wyglądają jakby wypiły już co najmniej 3 kawę, a dopiero co chrapały. Chcąc nie chcąc znoszę psy na dół, biorę kawę i wychodzimy na ogród. Psy najpierw robią rundę honorową dookoła, potem pędzą nad strumień, a następnie rozpoczyna się pogoń z nagonką w każdą możliwą stronę. Dziewczyny mają bardzo dużo energii, pamiętacie jeszcze ERCC – Energia Rozpierająca Ciało Cardigana?! To jest najwłaściwsze nazwanie stanu moich psów. Po wypiciu kawy, milionie przewrotek i podgryzań idziemy nad potok, a następnie do domu. Psy są czyste, a ja spokojnie mogę zasiąść do pracowania i zapomnieć o książce.
Nasze psy są nauczone wyciszania i spokojnie można je położyć i pójdą spać. Ale to my mamy poczucie, że psy niewybiegane to psy nieszczęśliwe. Dlatego rzadko zdarzają nam się dni, kiedy psy nie mają odpowiedniej dawki ruchu. Kiedyś mierzyłam na Endomondo kilometry zrobione wspólnie – miesięcznie robiliśmy ich ok. 250! Potem ludzie się dziwią, że nasze psy mają tak świetną kondycję, a udek mógłby im pozazdrościć Pudzian 😉
Teraz chodzimy z psami codziennie „wokół domu”, a trasy wiodą w górę i w dół. Czasami zdarza się, że któraś pogoni ptaka… Ale zboczem do góry jest zdecydowanie ciężko i po chwili psy są już z nami. Ta kondycja pewnie kiedyś się poprawi ale póki co nie obawiamy się dalekiej samodzielnej wycieczki.
Mniej więcej co drugi dzień zabieramy towarzystwo aby pobiegać. Mamy trasę liczącą ok. 5km i póki co z psami dalej nie biegamy. Wynika to z tego, że na naszej biegowej trasie po pierwsze nikogo nie spotykamy, po drugie jest do góry i w dół i tak non stop, po trzecie widać cudowną panoramę Karkonoszy, a po ostatnie i najważniejsze nie jeżdżą tamtędy samochody z drewnem z lasu. W weekendy wybieramy dłuższą trasę, wówczas nie jest tam prowadzona wycinka drzew i spokojnie możemy biegać z psami nie bojąc się koni i aut leśników.
Bieganie pozwala nam wymęczyć psy dokumentnie. Przychodzą do domu i padają. Bieganie traktujemy jako pracę psów, jest to dodatkowa aktywność i psy nie mają wówczas za wiele czasu na wąchanie czegokolwiek.
Od czasu do czas zabieramy psy również na przejażdżki rowerowe. Tu biegają z nami Yuma i Twiggy. Biby nie obciążamy tak mocno. Psy biegną najpierw przypięte do roweru springerem – dzięki temu nie wbiegają pod rower, nie są w stanie przewrócić nas i jesteśmy wszyscy po prostu bezpieczni. Po dojechaniu do szlaku psy spuszczamy i muszą biec z nami, lub nas gonić kiedy zostaną. Oczywiście nie jedziemy bardzo szybko, nie jeździmy bardzo daleko. Jest to dla nas zupełnie inna aktywność, a psy możemy zmęczyć zdecydowanie szybciej. Być może dołączymy kiedyś przyczepkę i będziemy sobie tak zwiedzać Izery.
A kiedy nie mamy czasu, bo taki dzień, bo zła pogoda, bo nastrój nie taki, bo pracy dużo, bo po prostu kładziemy się na kanapie i robimy dzień lenia, to wówczas wychodzimy do ogrodu i układamy ślad pieskom lub zwyczajnie dajemy im szaleć z zabawkami. One ubóstwiają bawić się w berka.
Nasze psy są bardzo aktywne, a nam to nie przeszkadza. Staramy się poświęcić dużo czasu na aktywności z nimi. Ale leżenie na kanapie bywa również cudowne 🙂