Przeglądaj kategorie
czechy 
Czasami zamiast w góry mamy ochotę na odkrywanie czeskich miasteczek. Póki co są to wycieczki blisko domu, bo nie chcemy zostawiać Yumy samej na dłużej. Dlaczego czeskie miasteczka? Bo ich klimat jest niepowtarzalny, bo zachowały swój układ, bo nie zostały zniszczone, bo po prostu nam się podobają. Zapraszamy Was w podróż do miejsca, w którym czas się zatrzymał. Zapraszamy Was na ulicę Ciekawską.


Chcielibyśmy rozpocząć cykl czeski. Wielu z nas zna Pragę, Harrachov (skoki narciarskie dobrem narodowym), Liberec i Cieszyn. A wiecie jak wiele pięknych miejsc jest u naszych południowych sąsiadów? Jak wiele miasteczek, o których w życiu nie słyszałam?! Postaramy się przybliżyć Wam nie tylko górskie zakątki Czech, ale również miasta i miasteczka. Krecika na pewno pamiętacie! A więc witajcie w krainie bohatera z Dobranocki 🙂
Z początkiem wiosny postanowiliśmy rozpocząć ekspansję miast „za miedzą”. Wybraliśmy się Jablonca nad Nysą. Razem z nami pojechały Yuma i Twiggy. Biba nienawidzi chodzić na smyczy po mieście, nie czerpie przyjemności z tego, więc dziewczyna została w domu z pysznymi gryzakami i mięciutkim łóżkiem w sypialni.
Z domu do czeskiego miasteczka jechaliśmy ok. 40 minut. Po drodze oglądaliśmy piękne Izery, czeskie miasteczka i planowaliśmy gdzie wybierzemy się następnym razem.
To o czym musicie koniecznie pamiętać, to dowody osobiste i paszporty dla psów z aktualnym szczepieniem! Koniecznie pamiętajcie też aby uważać na policję – mają słabość do kontrolowania Polaków 😉
Do Jablonca docieramy i szukamy miejsca parkingowego. Wiele parkingów jest płatnych, jednak wzdłuż większości ulic możecie parkować za darmo. Nie ma parkomatów, a miejsc do wyboru do koloru. Wniosek z tego taki, że nie ma co płacić, a korony możemy wydać na coś innego 😉
Jablonec nad Nisou jest położony na wysokości 500m n.p.m. i jest nazywany bramą do Gór Izerskich. Samo miasteczko przypomina San Francisco, tylko tramwaju brakuje (kiedyś jeździł i można znaleźć pozostałości szyn) 😀 Co prawda jest linia, która jeździ do Liberca ale zdecydowanie po płaskim.
Malowniczo i cudnie tu jest. Można oglądać panoramę miasteczka i otaczające je góry. Piękne kamienice i domy łączą się z blokami. Jednak nie mamy wrażenie niespójności, wręcz przeciwnie. Miasteczko urzeka swoją zabudową i uroczo położonymi uliczkami.
Samo włóczenie się po Jabloncu wymaga od nas niezłej kondycji – w górę i w dół, a potem znów to samo. Całe szczęście, że kondycja u nas jest, to spokojnie sobie pospacerowaliśmy a i malutki trening zrobiliśmy 😉
Pierwsze co spotkaliśmy na naszej drodze, to kino letnie. Poczułam się, jak na warszawskiej Woli w amfiteatrze Parku Sowińskiego. Obiekt aktualnie zamknięty czeka na ciepłe dni i pełną widownię. Uwielbiam takie miejsca i klimaty – romantycznie przytuleni, oglądamy HORROR 😀 Super sprawa, mówię Wam!
Następnie kierujemy się na wielki parking, z którego rozpościera się widok na Jablonec. Miasteczko położone w dole, pomiędzy górami – bardzo urokliwy widok. Wiecie, ja mam słabość do takich widoków. Zawsze stałam i gapiłam się na tych ludzi w dole, na domki położone na zboczach i marzyłam, że tak będę kiedyś mieszkać. Dodam to po raz setny – warto marzyć, bo ponoć jak czegoś się bardzo pragnie to dostaje się to… No dobra 6 w LOTTO nie wygraliśmy – muszę bardziej o niej marzyć 😀
Po kilku minutach gapienia się ruszyliśmy na ryneczki. Tak, dobrze napisałam – RYNECZKI. Jablonec nad Nisou ma 2 ryneczki. Położone są one jeden nad drugim. Spokojnie spacerujemy sobie w dół, zachwycając się położeniem i kamieniczkami. Ale naszej uwadze nie umknęły wszechobecne KEBABY i CUKIERNIE. W cukierniach cudne i pięknie wyglądające ciastka, które omijamy bo forma na lato sama się nie zrobi 😉
Olbrzymie wrażenie zrobił na nas Nowy Ratusz. Wielkie monumentalne drzwi i schody robią wrażenie. Jego budowa przypadła na lata 1931-1933 i został wybudowany aby w pełni móc spełniać rolę ratusza, restauracji i centrum kulturalnego. W miesiącach letnich dostępna jest wieża ratuszowa, z której możecie podziwiać okolicę.
Po Jabloncu włóczymy się jak to my. Tu zajrzymy, tam zajrzymy. Tu znajdziemy piękną kamieniczkę, tam ciekawy mural… Najlepsze zwiedzanie 🙂
Po kilku godzinach włóczenia się po miasteczku jesteśmy głodni. Gdzie idziemy zjeść? Tam gdzie są największe kolejki i gdzie jedzą miejscowi – do okienka w ścianie! Street Food na wypasie, mówię Wam. Parek w rohaliku czy hamburger ze smażonym syrem są tu najpopularniejsze. Mogę Wam polecić z czystym sumieniem tą miejscową restauranę. Znajdziecie ich kilka i dogadacie się po polsku bez problemu – Pan Czech powiedział, że My Słowianie zawsze się dogadamy (ciekawe czy zna utwór Cleo?).
Oczywiście to nie koniec atrakcji. Teraz czas na psie zabawy. W tym celu udajemy się nad zbiornik wodny Mszeno. Zbiornik wodny położony jest pomiędzy wzgórzami a blokowiskiem i wygląda trochę, jak warszawski Balaton. Biegacze, rowerzyści, matki z wózkami i psiarze. Wszyscy żyją w zgodzie i nikt na nikogo nie patrzy wilkiem. Naprawdę super!
Zbiornik to nic innego, jak zapora na Nysie, która została wybudowana w latach 1906-1909 (w 1987 roku była tu olbrzymia powódź). Jest to największy akwen wodny w Europie Środkowej położny w mieście. Obecnie jest to miejsce rekreacji miejskiej z plażami, boiskami do siatkówki czy centrum nurkowym. Robi wrażenie!
Psy wybiegane, my wyspacerowani, a kilometry zdecydowanie czujemy w nóżkach. Jeszcze ostatni rzut oka na bazen, a właściwie na parostetk przed nim. Jest moc!
Pewnie wrócimy tu jak będzie cieplej, no i może spróbujemy sportów wodnych 😉
Najnowsze posty
18 listopada 2024