Przewodnik Hill`s Pet: Budniki

Dolny Śląsk jest pełen tajemnic. Złoty pociąg, bursztynowa komnata, Miedzianka oraz kopalnie uranu są moim zdaniem tymi najpopularniejszymi. Czy wiecie, że w Karkonoszach jest miejsce, w którym przez 113 dni w roku nie było słońca?

Budniki, to dziś miejsce zapomniane i gdyby nie Towarzystwo Dawnej Osady Górskiej Budniki, to dziś zapewne nikt nie pamiętałby o nich. Będąc w Karkonoszach warto tu zajrzeć i zobaczyć w jakich warunkach ludzie kiedyś żyli, a przy okazji zastanowić się czy sami dalibyśmy radę? Zapraszam Was do tej zapomnianej osady.

BUDNIKI – ZAPOMNIANE PIĘKNO

Osada Budniki powstała w okresie Wojny Trzydziestoletniej, kiedy ludność Kotliny Jeleniogórskiej uciekała i szukała schronienia wysoko w górskich lasach. Wojna, która trwała 30 lat (1618-1648) zmuszała ludzi do zakładania osad i życia w ukryciu. Tak też powstały Budniki, które zamieszkiwali uciekinierzy z Kowar i ich okolic.

Początkowo osada została nazwana Forstbauden – Leśne Budy. Następnie jej nazwę zmieniono na Forstlangwasser, czyli Leśny Długi Strumień – w dosłownym tłumaczeniu, a Langwasser była to niemiecka nazwa przepływającego przez osadę strumienia, który obecnie zwie się Malina. Paweł się śmieje, że mam swój własny potok w Karkonoszach – kto z Was pamięta, że tak właśnie nazywa mnie mój małżonek?! Nazwa Budniki została nadana dopiero po roku 1949.

ŻYCIE W CIENIU GÓR

Życie w Budnikach do łatwych nie należało. Zimą zalegała tu gruba warstwa śniegu, która na kilka miesięcy odcinała miejscową ludność od położonego niżej Brückenbergu (Górnego Karpacza). K. F. Mosch opisał to w 1821 r. w swoim przewodniku:

Mieszkańcy chat pojedynczych znajdujących się po wyższych wyniosłościach gór, są przeto w zimie prawie przez klika miesięcy od reszty świata zupełnie oddzieleni, tak iż nic wcale niewiedzą co się z reszta ludzi przez ten czas dzieje; zwłaszcza jeżeli odmiana jaka powietrzna nie rozpędzi mglistych chmur, które się tu prawie całą zimę gromadzą. Gdy się trafi, że śmierć w tym czasie zrobi z kogo ofiarę, tedy ciało zagrzebują w śniegu, dopóki się droga w górach nie otworzy, poczem go przenoszą i w cieplejszej ziemi grzebią. Jednakże pomimo tak trudnej przeprawy, spuszczają się niektórzy mieszkańcy w niższe okolice, albo też z chaty do chaty wędrują; i w ten czas często się zdarza, iż nie drzwiami, ale się z domu wychodzi kominem prosto na dach, a stamtąd po wierzchniej skorupie śniegu, zjeżdża się na łyżwach do domu przyjaciela, którego się podobnież kominem odwiedza.

Nie powinno Was zatem dziwić, że żyło tu tylko ok. 40 osób!

TURYSTYKA CZY SURWIWAL?

Turyści, którzy pojawiali się w osadzie podczas wędrówki na Śnieżkę, spowodowali, że wybudowano tu dwie gospody. Pierwsza zwaną „Zur Forstbaude”, otworzył w 1889 r. Niejaki Hein i mogła ona pomieścić 16 osób oraz druga, która nie miała nazwy.

Po II wojnie światowej osada szybko przestała istnieć. Schronienia tu szukali mruderzy wojenni, a następnie Wehrwolf, który tu miał swój oddział. W 1946 roku większość zabudowań przejął Ośrodek Wypoczynkowy Bratniej Pomocy Studentów Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej. Ośrodek działał cały rok i przyjmował studentów, którzy przeżyli obozy koncentracyjne i mieli tu powracać do zdrowia i pełni sił.

Warunki w ośrodku były spartańskie – brak prądu czy wody, sienniki i trudne warunki klimatyczne spowodowały, że studenci ułożyli piosenkę o Zaciszu (taką nazwę osada nosiła po 1945 roku):

Zacisze, Zacisze największe dziwo w kraju – kto tu dzień wytrzyma, pójdzie wprost do raju.

GDZIE JEST SŁONKO?

Budniki mają swoją osobliwość przyrodniczą. Położone są na stromych stokach Kowarskiego Grzbietu w środku czworokąta utworzonego przez Skalny Stół, Czoło, Wołową Górę oraz Izbicę na wysokości ok. 900 m n.p.m.

Specyficzne położenie osady powodowało, że przez 113 dni w roku wszystkie budynki w Budnikach pogrążone były w nieustannym cieniu okolicznych gór. Miejscowa ludność uroczyście obchodziła pożegnanie (26 listopada) i powitanie (19 marca) słońca.

Dziś dzięki Towarzystwu Dawnej Osady Górskiej Budniki, która pod hasłem „Zapomniane Piękno”, pragnie przywrócić pamięć o osadzie oraz kultywować jej tradycje co roku można udać się do Budnik i razem z miłośnikami osady świętować pożegnanie oraz powitanie słońca.

WOŁOGÓR CZYLI LEGENDA O POWSTANIU BUDNIK

Ale to wszystko, co wyżej napisałam nie mogłoby się wydarzyć, gdyby nie Wołogór! Był on pomocnikiem Liczyrzepy, który swoją siedzibę miał na Wołowej Górze. Była to ludzka postać o głowie wołu i tylko jeden człowiek, sędziwy staruszek z Kowar o imieniu Gustaw, spotkał go oko w oko.

Wołogór władał totemem, który miał magiczną moc. Dzięki temu mógł pomagać miejscowej ludności w trudnych sprawach. Szczególnej pomocy udzielił ludziom w czasie wojny trzydziestoletniej. Pomógł on budować szałasy na zboczu Wołowej Góry i chronił ludzi swoim magicznym totemem. Poprowadził ich także dalej w okolice potoku Malina i tam pomógł im założyć osadę. Była to ForstLangwasser, Forstbaude, Zacisze Leśne a obecnie Budniki.

Wołogór pomagał tak ludziom przez setki lat, aż pewnego dnia jego totem stracił moc, a sam Wołogór mocno osłabł. Odszedł w górę potoku Malina, po drodze odciskają w kamieniu swój totem oraz stopę. Miejsce to, niegdyś słoneczne i piękne, stało się ciemne i ponure. Nazywane jest Ponurą Kaskadą. I tak zakończyła się historia tej osady.

JAK TU TRAFIĆ?

Auto zostawiamy na parkingu na ul. Kościuszki w Karpaczu i wyruszamy do góry wzdłuż potoku Skałka. Nie jest to szlak, ale bardzo fajna droga, która mocno pnie się do góry. Przechodzimy po kamieniach przez potok, psy są zachwycone. Kierujemy się cały czas do góry, aż do skrzyżowania Nad Budnikami.

Tu łączą się szlaki – żółty oraz zielony, my odbijamy w lewo w dół i kierujemy się prosto do dawnej osady. Po drodze napotykamy ślady dawnych zabudowań oraz tablice informujące nas o historii danego domostwa. Dalej kierujemy się do centrum Budnik, gdzie znajduje się wiata, miejsce na ognisko oraz stara sztolnia. Tu znajdowała się szkoła i stąd zaczyna się ścieżka wokół Budnik – jest zaznaczona i opisana na tablicach informacyjnych. Idźcie nią, pomimo trudnego i stromego podejścia – jakie tam są widoki!!! Ta trasa poprowadzi Was do Ponurej Kaskady – możecie tu poszukać śladów Wołogóra!

My w dół udaliśmy się Tabaczaną Ścieżką, która swą nazwę wzięła od przemytu tytoniu, który z Austrii do Prus odbywał się właśnie tędy. Przy rozdrożu żółtego i zielonego szlaku odbijamy wąską ścieżką w dół i dochodzimy do naszego parkingu.

CORGI PRZEMYŚLENIA Z TRASY

Nie będę owijała w bawełnę – to jest IDEALNA trasa na spacer z psem!!! Po pierwsze primo jest to mało uczęszczany szlak – spotkaliśmy 4 osoby, kiedy w Karpaczu było pełną ludzi! A po drugie primo nie wchodzicie na teren KPNu, więc nasze dziewczyny dzielnie tuptały na linkach przed nami.

Podejścia są wymagające i męczące, więc należy wziąć to pod uwagę podczas planowania tej trasy. Wam radzę zabrać wodę, natomiast psiaki napiją się z potoku Skałka oraz Malina, a i wejść do wody można. My chodzący na dwóch nogach musimy pamiętać, że będziemy przekraczać dwukrotnie potok i „w razie co” dobrze jest mieć skarpetki na zmianę.

No i jedzenie – rzecz święta! Na Kościuszki jest sklep, w którym kupicie wszystkie najpotrzebniejsze produkty i napitki 😉 Co do samego jedzenia w Karpaczu, to ja polecam U Ducha Gór oraz Restauracja Biały Jar. Na pewno nie polecam Wam zatrzymywać się w Podgórzynie w nowootwartej „Do Pełna” – obsługa myli zamówienia, przynosi terminal płatniczy i rachunek w trakcie posiłku i niestety jedzenie słabe, a szkoda 🙁 Wiecie, że pierwszy raz publicznie piszę, że nie polecam jakiegoś miejsca?!

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE

  • Samochód zostawiamy na bezpłatnym parkingu na ul. Kościuszki w Karpaczu
  • Na tej samej ulicy znajduje się sklep
  • Polecam zjeść w Karpaczu U Ducha Gór lub w Restauracji Biały Jar
  • Nie musisz brać wody – cały czas mamy na trasie potoki
  • Trasy są strome i wymagają kondycji zarówno od psa, jak i od człowieka
  • Cały czas poruszamy poza KPNem
Share: