Przeprowadzka w góry – co zmieniło się w naszym życiu?
Siedzę na kanapie na piętrze domu i gapię się na góry. Wiatr za oknem hula, łupek uderza o zewnętrzne ściany domu, na szczęście wewnątrz jest ciepło i przytulnie. Świeczka o zapachu ciasta cytrynowego przywodzi na myśl letnie dni, kiedy to będę jadła owoce prosto z ziemi, z własnego ogrodu… Siedzę i zastanawiam się co się zmieniło przez te 3 lata? Czy coś się w ogóle zmieniło?
Przeprowadzka w góry, to nadal nasza niemal najlepsza decyzja w życiu (zaraz za posiadaniem stadka cardiganów). W styczniu minęły 3 lata, kiedy to przy -20 stopniach i śniegu po kolana przyjechaliśmy niczym cygański tabor. Pod jednym z postów padło do nas pytanie, na które odpowiemy podsumowując nasze życie tutaj.
Co w jakości i stylu Waszego życia zmienił wyjazd? Co otrzymaliście a czego Wam czasem brak…?
Ciekawi naszej opowieści o życiu w górach?
PRZEPROWADZKA W GÓRY OKIEM JOANNY
Nasze życie zmieniło się 6 stycznia 2017 roku, kiedy to nasz corgowóz oraz bus z rzeczami opuścił Warszawę i pomknął w stronę Karkonoszy i naszego nowego domu. Jeżeli jesteście ciekawi, jak to było to zapraszam Was TUTAJ!
Dziś wiem, że nasze życie płynie spokojniej. Pomimo tego, że pracy mamy zdecydowanie więcej niż w Warszawie, to ja stałam się mniej nerwowa. Nie budzę się z bólem brzucha „kolejny dzień w pracy”, a przecież tutaj też pracuję na etacie.
Stałam się prawdziwą wiejską kobietą (jak to brzmi!) – zaczęłam robić przetwory z tego, co rośnie w ogrodzie. Mamy zapasy dżemów gruszkowych, jabłkowych, śliwkowych czy porzeczkowych. Robię syrop/miód z mniszka lekarskiego oraz syrop z kwiatów czy owoców czarnego bzu – na przeziębienie idealny. Nawożę rośliny w ogrodzie, przycinam krzewy, sadzę nowe krzewy i drzewa (szczeniaczki ostatnie poobgryzały i mam nadzieję, że przeżyją mimo to) oraz sadzę rośliny doniczkowe, które wiszą przed domem i stoją na parapetach zewnętrznych. Zaczęłam odnawiać meble – wiecie jak to uspokaja! No i przynoszę plastry drewna z lasu i w tym roku będę robić stoliki i kwietniki z nich.
Mniej choruję. Od bardzo dawna moja odporność była bardzo słaba.W wieku 11-stu lat przeżyłam sepsę, która na całe życie pozostawiła piętno na moim organizmie, w szczególności na sercu. Dziś, kiedy uciekłam z miasta, moja odporność poprawia się, a ja choruję zdecydowanie mniej. Codzienne spacery po Karkonoszach oraz Górach Izerskich mają zbawienny wpływ na moje samopoczucie.
PRZEPROWADZKA W GÓRY OKIEM PAWŁA
Będziesz zdobywać nowe umiejętności. Zostaniesz murarzem, stolarzem, malarzem, dekarzem, drwalem, palaczem, bacą malowanym grubą kreską potrafiącym przewidywać pogodę, kierownikiem budowy.
Play stupid games, win stupid prizes. Twoim największym wrogiem stanie się kret, którego kojarzyłeś dotychczas jako sympatycznego gościa z kreskówki, który dzierży łopatkę i kumpluje się z myszą. Kret to twój wróg śmiertelny, twoje poczucie estetyki zielonego dywanu górskiego trawnika psuć będą watahy kretów realizujące z bolszewicką gorliwością własne projekty w zakresie małej architektury. Będziesz budzić się w środku nocy ze snu horroru, w którym kretowiska są wielkości kopców termitów. Wróćmy do myszy i znów twórcy kreskówki nie pokazali całej prawdy, a wręcz przeciwnie. Mysz i szczur to jeźdźcy apokalipsy w twoim domu, pojawiają się znikąd próbując doprowadzić ciebie i twoją rodzinę do śmierci głodowej. Przeciwnik to sprytny przy czym niezwykle inteligentny. Pamiętaj zupełnie nie potrzebujesz dużego ogrodu, powtarzaj to w myślach oglądając kolejne nieruchomości. Koszenie trawy przy areałach liczonych w tysiącach metrów będzie przypominało sceny batalistyczne rodem z Matejki czy te znane z filmu 300. Z czasem pogodzony z losem niczym Syzyf będziesz ruszać w bój roboty i czerpać będziesz metafizyczną przyjemność płynącą z bezmyślnego dreptania w tę i z powrotem. Jesienią gdy pogoda będzie pchać cię w objęcia depresji z drzew spadną liście, tysiące, miliony liści… Bój będziesz toczył nierówny z diabelską menażerią, możesz wygrać wiele bitew, ale tej wojny nie wygrasz nigdy.
Dokonasz wielkich odkryć. Po drugiej stronie gór w Czechach <15 km stąd> może być zupełnie inna pogoda niż tutaj. Piękne słońce może być zastąpione angielską pogodą w trakcie 20 minutowej podróży. Gdy widzisz wszystkie gwiazdy na nieboskłonie jesteś pewny, że to będzie zimna noc, z wyłączeniem najcieplejszych miesięcy, chociaż tu też może cię zaskoczyć -7 na hali izerskiej w lipcowy poranek. Ogarniesz z jakich kierunków wieje zazwyczaj wiatr w określonych porach roku i kiedy wał fenowy może spaść ci na głowę. Dowiesz się gdzie ptaki mogą założyć gniazdo, żeby budzić cię o świcie. Śledząc dyskretnie miejscowych znajdziesz najlepsze miejsca do zbierania grzybów. Okaże się, że odgłosy wydawane przez demona zażywającego kąpieli w środku nocy to dzikie zwierzęta przekraczające strumień w dole. Twój styl jazdy doskonalony w Warszawie będzie w oczach miejscowych połączeniem Kubicy z Reynoldsem obsadzonego w mistrz kierownicy ucieka.
Zostaniesz poszukiwaczem przygód, tropienie tajemnic w stylu Indiany Jonesa jest na wyciągnięcie ręki. U nas na rejonie znajdziesz złoty pociąg, prasłowiańskie miejsca kultu, dawne pola górnicze na których wydobywano złoto i kamienie szlachetne, wypłuczesz złoto w strumieniu, sztolnie od datowanych na średniowiecze po te, w których próbowano wydobywać uran, odnajdziesz duchy nieistniejących domostw i porzucone pola z wielkim wysiłkiem wyrywane naturze przez setki lat.
Początkowo niewiele zmienia się w twojej świadomości, ale z upływem czasu zyskujesz spokój, co jest stanem na tyle mało zauważalnym, że potrzebujesz czasu, żeby to dostrzec. Wychodzisz z plątaniny istnień pędzących gromadnie w konwulsjach codzienności. Stajesz z boku, czas zaczyna płynąć w inny sposób. Zaczynasz dostrzegać piękno zmieniających się pór roku i rozumieć ich sens. Jesień czy wiosna to już nie tylko czas kiedy zmieniasz opony w samochodzie to teraz kalejdoskop obrazów, zdarzeń, doświadczeń. Stary dom ma swojego genius loci, odkrywasz jego sekrety i stajesz się częścią historii, który trwa od XIX wieku.
PRZEPROWADZKA W GÓRY OKIEM NASZYCH PSÓW
Mam nieodparte wrażenie, że nasze psy z przeprowadzki są zadowolone bardziej niż my. Kiedy tu zamieszkaliśmy, to nasza działka była nieogrodzona. W związku z tym nasze psy miały tendencję do zwiedzania okolicznych pól, łąk czy domu sąsiadów… Potrafiły przeprawić się przez potok czy iść potokiem na spacer. Ich życie okazało się najlepszym życiem ever, za to my mieliśmy wiecznie oczy dookoła głowy.
Kiedy ogrodziliśmy teren, to nasze psy zaczęły całe ciepłe dnie spędzać w ogrodzie. Drzwi do sieni oraz drzwi do psiarni (jest w obrysie domu) mają otwarte non stop. Wchodzą, wychodzą, chłodzą się, wygrzewają na słońcu, ucinają drzemki w domu, w psiarni, pod bzem i pod gruszą. Mnóstwo zwierząt odwiedza nas – sarny, jelenie, kuny, wiewiórki – nasze psy tropią i zdecydowanie ogród ich nie nudzi.
Ale najlepszą rzeczą wg nich jest wędrowanie bezdrożami. Po wyjściu z domu idziemy albo w Karkonosze, albo w Góry Izerskie. Potrafimy przejść kilkadziesiąt kilometrów i nie spotkać nikogo poza zwierzyną. Ma to swoje olbrzymie plusy. Na takie spacery chodzimy codziennie – razem lub osobno, a weekendy spędzamy głównie na długim włóczeniu się po górach. Jestem pewna, że nasze psy uważają to za najlepszą rzecz na świecie, zaraz po jedzeniu!