Dom czy mieszkanie?

Kiedy postanowiliśmy z Pawłem, że jest nam razem po drodze i w sumie, to chcemy spędzić ze sobą całe życie, to powstało ważne pytanie – kupić dom czy mieszkanie? Odpowiedź brzmiała dom. Tylko czy na pewno było warto?

Dziś jako mieszkańcy domu, w dodatku starego, postaramy się Wam pokazać różnice między domem a mieszkaniem. Jak zawsze są plusy dodatnie i plusy ujemne każdego z tych rozwiązań.

LOKALIZACJA

Kiedy zastanawialiśmy się nad kupnem domu pod Warszawą, to braliśmy pod uwagę dobre połączenie z miastem, dobre przedszkola i szkoły oraz okolicę na spacery z psami. Jak się domyślacie nie było to bardzo trudne. Ale wraz z bliskością miasta i infrastrukturą wokół ceny mocno rosły.

Przyznajemy oboje, że życie z dala od wszystkich, długość dojazdów do miasta i pracy (zakładaliśmy do 40min max.) jawiły nam się jako wyzwanie. Nie raz staliśmy w korku do Warszawy po porannym spacerze w Kampinosie i było to mocno irytujące.

Blok zdecydowanie w tym układzie wygrywał. Mieszkaliśmy na dużym osiedlu, gdzie nikt nikomu nie zaglądał w okna, mieszkali głównie starsi ludzie oraz była cisza i spokój. Blisko mieliśmy do Biedronki, Lidla, na bazarek, na pocztę czy do przychodni. Minusem za to było parkowanie. Znalezienie miejsca postojowego było niczym gra strategiczna.

REMONT

Życie w domu wydaje się lepsze – przestrzeń i brak opłat wspólnotowych. Zgadza się wszystko! Ale pamiętać należy, że kiedy mieszkamy w bloku i płacimy czynsz, to zawiera on składkę remontową (czy jakoś tak to się nazywa). Nie interesuje nas absolutnie nic, poza wystrojem naszego mieszkania. Elewacja, rury, ocieplenie, dach – to wszystko robi za nas KTOŚ.

W domu jest zgoła inaczej. O wszystko należy zadbać samemu. Jest to proste i spoko, kiedy mamy trochę wolnego czasu i umiejętności. Inaczej do wszystkiego potrzebujemy ekipy, która policzy sobie słono za najmniejszą pierdołę do zrobienia. My przerobiliśmy temat samodzielnych remontów oraz ekipy, która adaptowała nam część pomieszczeń gospodarczych znajdujących się w bryle domu.

PAWEŁ: Proste i spoko? Jeżeli skończyłeś szkołę budowlaną, masz zacięcie Adama Słodowego to może i tak. W domu o organizację wolnego czasu nie należy się martwić coś się zepsuje, coś będzie wymagało okresowej konserwacji, a jeszcze nie daj Bóg jakieś grubsze remonty. Współpraca z ekipami budowlanymi to doświadczenie, które przy kominku można opowiadać wnukom snując batalistyczne wizje starć niczym dziadek z wermachtu. Po pierwsze majster zawsze wie najlepiej, a wszelkie próby zmiany optymalnej <czytaj najmniej czasochłonnej, najprostszej do realizacji> koncepcji są zamachem na jego prawa obywatelskie. Po drugie uzbrój się w cierpliwość, afrykańskie poczucie czasu to norma w tej branży, długie weekendy wypadają dosyć często, a wypłata to celebracja na wzór chińskiego nowego roku. Po trzecie konieczne jest zdobycie wiedzy fachowej w zakresie wykonywanych prac budowlanych, żeby mieć pewność, że prace są prowadzone zgodnie ze sztuką budowlaną. A i z czasem uodparniasz się na opowieści jak to ludzie oszukali biednego budowlańca, jeżeli to słyszysz to w zasadzie pewne, że będą problemy. Skończy się tak, że wiedziony wizją kolejnej współpracy z ekipą remontową będziesz te prace realizować samodzielnie.

WŁASNY OGRÓD

Najlepiej jak największy! Taka zasada przyświecała mi, kiedy szukaliśmy domu. Marzył mi się piękny starodrzew, wymuskany trawnik niczym w pałacowych ogrodach, ogród kuchenny i bezkres. A teraz podejdźmy do tematu realnie!

Ciężko było nam znaleźć dom z pięknym widokiem i dużą działką. Jak już takie znajdowaliśmy, to ich cena zwalała z nóg albo należałoby w nich przeprowadzić generalny remont. Poddałam się trochę, bo wciąż chciałam mieszkać w górach. Poszliśmy na kompromis i mamy 4000m2 działki, na której stoi dom. Widok z okien na Karkonosze jest git, do tego mamy potok. Oczywiście nie mamy ogrodu kuchennego, bo nie mamy na niego kompletnie czasu. Ale nadal jest to moje marzenie, które zrealizuję w końcu. Trawnik nawet podczas suszy wygląda ładnie i zielono.

Obraz może zawierać: trawa, drzewo, na zewnątrz i przyroda

PAWEŁ: Gdyby z tego równania wyjąć krety i konieczność koszenia to byłoby świetnie. Część naszej działki przy strumieniu była zarośnięta inwazyjnym gatunkiem roślin, które przy dużej dozie prawdopodobieństwa przetrwałyby wybuch nuklearny. Pomimo 3 lat walki i używania podstępów nie udało się całkowicie wyplenić tego cholerstwa. Za sukces należy uznać przywrócenie wyglądu typu łąka zamiast zimowych kikutów, a latem gąszczu niczym w buszu. Odziedziczyliśmy kilka naprawdę starych drzew owocowych, które bez podejmowania dodatkowych zabiegów ładnie owocują i dają schronienie w swych prasłowiańskich konarach plebejskim uciekinierom. Nasze psy szybko przyswoiły sobie wiedzę z podstaw sadownictwa, w sezonie owocowym po wyjściu z domu udają się natychmiast pod drzewa szukać owoców. Zaczynają od uważnej analizy terenu pod drzewami, a po zakończeniu patrolu i konsumpcji mają w zwyczaju zjadać porzeczki i agrest wprost z krzaków. Biba natomiast nauczyła się szukać poziomek, ale nie chce się dzielić swoją wiedzą z pozostałym członkami stada.

DUŻY METRAŻ

Na wielu grupach o mieszkaniach czy domach pada „po co taki metraż, kto to będzie sprzątał?”. Sprzątać będzie zapewne osoba, która duży dom nabędzie lub wynajmie kogoś do sprzątania. Zresztą co to za problem posprzątać!

JOANNA: No więc rzeczywistość czasem bywa zupełnie inna. Ja nie umiałam ogarnąć, że salon plus kuchnia w domu, to więcej niż nasze 50metrowe mieszkanie. Oczywiście łatwiej się sprząta powierzchnie duże z małą ilością mebli, ale okazuje się, że takich powierzchni jest znacznie więcej… Do tego dochodzi kilkadziesiąt okien i można sprzątać cały tydzień aby dom lśnił „instagramowo”. Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że kiedy w piątek kończy sprzątać na górze przed weekendem, to mogłabym już na dole myć podłogi. Niestety z bólem serca mówię, że ma rację. Codzienne odkurzanie i mycie podłóg w całym domu zajmuje mi ok. godziny… Czasem marzę o Pani, która sprzątałaby za mnie codziennie! Aaaale najlepsze jest to, że mogę nastawiać pralkę na noc czy odkurzać i myć podłogi na dole po 23.00 i nikomu tym nie przeszkadzam!

jesienne wieczory

PAWEŁ: Przestrzeń daje wolność, gdy nie będziesz odpowiadał na krzyki żony i wyłączysz dźwięk w telefonie, to odnalezienie ciebie zajmie jej sporo czasu. Odrobinę przykro się robi gdy trzeba pomalować te kilometry kwadratowe albo ogrzać. Chociaż paradoksalnie koszty ogrzania domu w naszym przypadku są zbliżone do wydatków, które ponosiliśmy w mieszkaniu.

buenopet

Czy zatem mieszkanie w bloku jest lepsze od mieszkania w domu? My jednogłośnie mówimy NIE JEST! Dla nas dom, to niezależność, brak sąsiadów za ścianą i ogród, który wbrew pozorom przynosi nam więcej radości niż koszenia 😉

Obraz może zawierać: na zewnątrz i przyroda

Share: