JAZDA Z PSEM NA ROWERZE, BEZ TRZYMANKI! VOL.1
Dawno, dawno temu, w krainie gdzie nie było corgi żyło sobie dwoje ludzi. Tych dwoje ludzi uwielbiało jazdę na rowerze. Mieszkali we Wrocławiu i niemal każdy wolny weekend spędzali w górach. Zjeździli Sudety wzdłuż i wszerz, zgubili tam wiele zbędnych kilogramów, wypocili wszelkie toksyny i byli bardzo szczęśliwi. Później w ich życiu pojawił się pies i rowery poszły w odstawkę. Teraz tych dwoje postanowiło, że tą zapomnianą aktywność można uprawiać razem.
Tak, tych dwoje to my – szybka niczym wiatr Joanna, oraz niedościgniony Paweł. Tworzymy duet niemal idealny! Do naszego tandemu dołączyły w tym roku Yuma oraz Twiggy (Biba nienawidzi biegania z człowiekami, więc rower też nie będzie jej ulubioną formą aktywności). Będziemy wspólnie odkrywać nasze okolice na dwóch kółkach oraz czterech łapach. Oczywiście robimy to z głową, a krótkie łapki nie są przeciwwskazaniem.
W ten weekend był pierwsza świadoma jazda na rowerach z psami. Pogoda rozpieszczała nas i grzechem byłoby nie skorzystać z tego dobrodziejstwa. Ubraliśmy psy w szelki i przypięliśmy smyczami do roweru. Musimy teraz wypracować nawyk biegnięcia psa obok roweru, bo Yuma chciałaby być z każdej strony jednocześnie. Jej ekscytacja sięga zenitu i pierwszy kilometr to prawdziwy hardcore. Jak dobrze, że Paweł z nią jedzie, bo ja musiałabym zamawiać nowe zęby na bank! Twiggy za to postanowiła, że od koła roweru należy trzymać się w odpowiedniej odległości i dzielnie truchtała sobie po prawej stronie. Napotkane psy nie obchodziły ją, ona wykonywała pracę! Jestem bardzo dumna z najmłodszej naszej dziewczynki.
Po zjechaniu z ulicy, wjechaniu pod górę i minięciu torów kolejowych nastąpiło odpięciu psów. Wiedzieliśmy, że nie możemy im kazać biec przy rowerach non stop na smyczy, jakieś miłe skojarzenia muszą wszak mieć 🙂 Pełna ekscytacja! Można biec, można gonić a my dzielni rowerzyści GONILIŚMY psy pod górkę! 😀 Z górki było za to łatwiej nam 😉
Aktualnie wiemy nad czym musimy pracować. Przede wszystkim musimy nauczyć Yumę biec przy rowerze z prawej strony i nie zmieniać kierunków milion razy w ciągu minuty. Twiggy musi nauczyć się biec w tempie roweru, a nie ciągnąć rower ze mną (zdecydowanie jest na to za mała). Będziemy pracować, a efekty będziemy opisywać 🙂 Być może zdecydujemy się na zakup przyczepki i Izery będziemy objeżdżać rowerami w towarzystwie psów. Bo kto powiedział, że corgi nie może?!