Zima powoli szykuje się, by ustąpić miejsca wiośnie. Widać to wyraźnie – słonko świeci tak mocno, że spokojnie możemy opalać się na tarasie. Jutro chyba wyniosę sobie leżak, jak tak dalej będzie 😉 Śnieg powoli topnieje, a na podjeździe zaczynają robić się kałuże, które w nocy zamarzają. Pokrywa śniegu w ogrodzie nie ma już te cudownej śnieżnobiałej barwy… Postanowiliśmy zatem cieszyć się zimą i poszliśmy na zimowy spacer z psami.
Michałowice, dawniej niemiecki Kiesewald, powstały w połowie XVII wieku. Legenda głosi, że wieś założyli trzej bracia – Michały – uciekinierzy religijni z Czech (po wojnie trzydziestoletniej). Czechy w tym okresie przechodziły rekatolizację, w związku z tym protestantom odbierano majątki, które przekazywano niemieckim osadnikom. Wielu obywateli Czech znalazło w tym czasie schronienie w Karkonoszach.
Z domu wychodzimy po południu, więc spacer nie może trwać bardzo długo. Słońce zachodzi po godzinie. Dochodzimy do pierwszego przystanku – 3 Jaworów. W Dniu Dziecka w 2013 roku dzieci z miejscowej szkoły zasadziły 3 drzewa – właśnie jawory.
Stąd dalej idziemy niebieskim szlakiem w kierunku Wysokiego Mostu, a następnie Przełęczy pod Śmielcem. Stąd zaczyna się mozolna wspinaczka do góry.
Zamarznięty śnieg, dziury, które zostały po poprzednich turystach i lód sprawiają nam trochę trudności. Hasłem tej wędrówki jest „do góry idziemy tak żeby się nie spocić”. W praktyce wygląda to tak, że Paweł z psami giną mi z oczu, a ja człapię za nimi (mówiłam już o budowaniu kondycji, prawda?!).
Idziemy mozolnie do góry kontrolując czas. Wiemy kiedy musimy zawrócić, żeby bezpiecznie zejść na dół. Nie mamy ze sobą czołówek, na dodatek mamy nie oświetlone psy. Schodzenie z nimi na smyczy po ciemku byłoby samobójstwem.