Sokołowsko, które nazywane jest też śląskim Davos. Co łączy te dwa uzdrowiska? Czy dziś, to niegdyś tętniące życiem miejsce wciąż urzeka? Nie wiem czy urzeka wszystkich, ale malowniczo położona na końcu świata wieś skradła nasze serca. Sokołowsko leży w wąskim wąwozie, niewidoczne z drogi, otoczone zielonymi zboczami Gór Suchych. To tu kiedyś chcieliśmy zamieszkać, ale przeraziła nas surowość tego miejsca… Dziś podzielimy się z Wami tym wyjątkowym miejscem, które powoli odzyskuje dawny blask.

Do Sokołowska docieramy w całkiem przyjemny i ciepły styczniowy dzień. Trafić tu nie jest łatwo. Gdyby nie nasza znajomość miejsca, GPS i słabo widoczny drogowskaz, to pewnie nigdy byśmy nie skręcili tam gdzie trzeba 😉

Sokołowsko historię ma bardzo bogatą i na stałe zapisało się w kronikę pulmonologii. Bo to tutaj w połowie XIX wieku dr Herman Brehmer załozył pierwsze na świecie sanatorium, gdzie leczono gruźlice. Doktor leczył tu pacjentów dietą warzywną, którą łączył ze wspaniałym górskim klimatem. Bywali tu zarówno Europejczycy, jak również Amerykanie – świadczy to o popularności i właściwościach leczniczych tego miejsca. Sokołowsko nazywało się wówczas Görbersdorf i jego wielkim miłośnikiem był dr Tytus Chałubiński. Jego wizyty tutaj przyczyniły się do poszukiwania miejsc, w których panował bardzo podobny klimat. Dr Chałubiński ostateczne osiedlił się w Zakopanem i tam stworzył uzdrowisko. Ale to właśnie Sokołowsko stało się wzorem dla powstających później kurortów jak Davos czy Zakopane.

Spacer po Sokołowsku rozpoczynamy w samym jego sercu, gdzie znajdują się tablice informacyjne. Dowiemy się z nich jakie zwierzęta zamieszkują okolice, co warto zobaczyć oraz przeczytamy historię tego miejsca. Spacer możemy odbyć idąc zgodnie z oznaczeniami szlaku. Polecamy ten sposób, ponieważ dotrzemy wówczas do wszystkich obiektów, a na każdym z nich znajduje się tabliczka z informacjami. Jest to bardzo przydatne – pozwoli nam zorientować się w dawnym układzie kurortu.

Największym i najbardziej znanym obiektem jest Sanatorium Grunwald. Olbrzymi neogotycki obiekt przypomina wielkie zamczysko. To tu zaczęła się historia Sokołowska i Dr Brehmera. Został on wybudowany w 1862 roku i leczyły się tutaj tysiące kuracjuszy, którzy korzystali z uroków okolicznych parków zdrojowych. Ścieżki w parkach zaprojektowano tak, aby nie powodowały zadyszek podczas codziennych obowiązkowych spacerów. Dziś pozostały już tylko ścieżki, a sam Grunwald… Kiedy kilka lat temu został podpalony, to już nikt nie wierzył, że zostanie odbudowany. Dziś widać, że prace trwają – jest inwestor! Mieszkańcy Sokołowska chętnie opowiadają o tym miejscu  i nie ukrywają radości, że wieś znów zaczyna tętnić życiem. Wspominają dawne czasy, kiedy to w Grunwaldzie obywały się rauty, wielkie bale sylwestrowe przyciągały najznamienitsze osoby z regionu, ze świata showbiznesu czy polityki. Dziś na wspomnienie o tym mają w oczach łzy wzruszenia.

Idąc dalej uliczkami Sokołowska natrafiamy na dom, w którym dzieciństwo spędził Krzysztof Kieślowski. Mieszkał ona dokładnie na przeciwko kina, gdzie jako mały chłopiec zakradał się wraz z kolegami na seanse filmowe. Młody Kieślowski wraz z rodzicami przeprowadził się tu ze względu na stan zdrowia ojca, który leczył tutaj swoje chore płuca. Do dziś mieszkańcy bezbłędnie wskazują dom oraz balkon, z którego Kieślowski mógł oglądać piękne Góry Suche.

W Sokołowsku nie mogło zabraknąć kościołów różnych wyznań. Ciekawostką jest to, że katolicy porozumieli się z ewangelikami i modlili się w jednej świątyni – po lewej stronie znajduje się ołtarz katolicki, a po prawej ewangelicki. Nabożeństwa odprawiano o różnych godzinach. Pacjentami sanatorium bywali również bogaci Rosjanie. To właśnie dla nich wybudowano tu cerkiew. Zbudowna w 1900 roku przetrwała do dziś. Była świątynią, była kostnicą, była składzikiem, a nawet prywatnym domkiem letniskowym! W 1996 roku została zwrócona kościołowi prawosławnemu, a następnie wyremontowana. Dziś cerkiew można zwiedzić, a do parafii należą 4 rodziny. Odbywają się tu nabożeństwa zgodne z kalendarzem kościoła prawosławnego.

Kiedy wędrujemy dalej dawnym parkiem dr Römplera napotykamy na dawną rzeźbę parkową z cytatami Goethego. To stąd niegdyś biło źródełko. Rozglądamy się i zastanawiamy, jak musiało tu być pięknie. Oczami wyobraźni widzę kuracjuszki w pięknych długich sukniach, eleganckich panów…

Wracamy do „centrum” Sokołowska. Po drodze mijamy jedyną leżakownię dla pacjentów, która pozostała z dawnego kurortu. To tutaj pacjenci leżeli i wygrzewali się w słońcu oddychając górskim powietrzem. Była to część terapii. Leżakownia jest częścią Sanatorium Biały Orzeł Theodora Römplera, które przetrwało do dziś i nadal z powodzeniem przyjmuje kuracjuszy – najsłynnijeszymi byli Bracia Lumière. Wiadomo jest, że nagrywali Sokołowsko podczas swojego pobytu – niestety nie wiadomo nic o płytach z filamami. Jedyny raz kiedy natrafiano na nie był podczas wystawy w Muzeum w Sztokholmie. Niestety po wystawie słuch o nich zaginął. Wielka szkoda, bo byłaby to niezwykła pamiątka o nie tak bardzo odległych czasach.

Budynkiem, który wzbudził nasze zainteresowanie jest dawne Obserwatorium Pogody. Było ono bardzo potrzebne przy leczeniu suchot. Budynek był zamieszkiwany przez lekarza, a kilka lat temu był wystawiony na sprzedaż! Serio, takie cudo… 600 tys PLNów za kawał historii 😉 Dodam, że dosyć szybko znalazł nabywcę.

Sokołowsko jest tak bardzo magiczne, że każdy z domów, każda willa zasługuje na osobne zdjęcia… Powiedzcie sami czy tu nie jest cudownie?

Sokołowsko powoli odzyskuje dawny blask. Ale pewnie jeszcze sporo wody upłynie w potoku Sokołowiec zanim kurort wróci do lat swojej świetności. To miejsce przepiękne, schowane pośród Gór Suchych i jak powiedział Mateusz Makytyszyn –„Błędem jest nazywanie Sokołowska śląskim Davos. To Davos powinno być nazwane szwajcarskim Sokołowskiem”!

Instagram

Dołącz do nas