Kozie Grzbiety najpiękniejszą trasą Karkonoszy
Jeżeli szukasz pięknych i malowniczych tras, to trafiłeś idealnie! Zobacz najpiękniejsze miejsce w Karkonoszach i zachwyć się widokami. Wybierz się na wędrówkę, którą zapamiętasz.
Kozie Grzbiety wybraliśmy jako absolutny must have podczas wędrówek po Karkonoszach. Wiedzieliśmy, że trasa nie jest polecana na psich stronach, co dawało nam przekonanie, że nie każdy o niej słyszał. Chcieliśmy wybrać się tam w piękny i słoneczny dzień, aby widoczność była idealna. Ale jak wiecie jest jedna prawda życiowa „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.” No właśnie…

LIPCOWE BURZE I DESZCZE NIESPOKOJNE
Wybieraliśmy się Szpindlerowego Młyna przez dobry tydzień! Albo lało, albo była burza, albo było 35 stopni w cieniu. Rozsądek wygrywał. Jednak w domu pojawić się miały dzieci i wiedzieliśmy, że spacer w Karkonosze będzie naszym ostatnim spacerem we dwoje na jakiś czas. Wzięliśmy więc ze sobą Twiggy i pojechaliśmy.

No i tu ta historia mogłaby się zakończyć, bo sprawdzając pogodę na Yr.no nie było widać burz, za to były niewielkie przelotne opady. Kiedy dojechaliśmy do Szpindlerowego Młyna, to nie dość, że przyszła burza mega, to jeszcze lało jak z cebra. Staliśmy pod czyimś garażem, prosto pod kamerą przez jakieś 50 minut i byliśmy bliscy zrezygnowania. Na szczęście burza przeszła, deszcz ustał i mogliśmy wrócić na szlak. UFF!!

KOZIE GRZBIETY
Kozie Grzbiety to jedyna grań w Karkonoszach, która przypomina wysokogórską. Sam grzbiet jest dość krótki, ale za to rozpościerają się z niego przecudne widoki! Zbocza porasta niska roślinność i kosodrzewina, a sam masyw osiąga wysokość 1300 do 1400 m n.p.m. Sam grzbiet nie jest dostępny dla turystów, ponieważ znajduje się tutaj teren ścisłej ochrony Czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego. Jako ciekawostka – Czesi na podstawie zdjęć zamieszczanych w Social Mediach wlepiali mandaty za wejście na teren zakazany. Nie polecamy robić tego!

Za to polecamy Wam wyruszyć ze Szpindlerowego Mlyna czerwonym szlakiem. Polecam zostawić auto na pierwszym dużym parkingu w Szpindlerowym Młynie. Płacicie kartą – cały dzień kosztuje 200 CZK. Z parkingu idziemy przez miasteczko. Po drodze jest obłędna piekarnia, gdzie kupicie pyszne wytrawne bułki na szlak, a o drożdżówkach z jagodami nawet nie wspominam… Szukajcie, bo nie pamiętam jak się nazywa – jest blisko hotelu Windsor. Jak już zakupicie jedzenie, to zaczyna się podejście. Serio, dawno nie byłam tak zmęczona, a przecież biegamy po górach i kondycję mamy całkiem dobrą.

Kiedy wchodzimy już na właściwy szlak, to jest bardzo przyjemnie. Ale nic dobre nie trwa wiecznie i w pewnym momencie zaczynają się kamienne schody. Nie są bardzo trudne, ale pną się mocno w górę i wchodzenie jest męczące!

Dochodzimy do skrzyżowania z żółtym szlakiem. To tu zaczynają się najpiękniejsze widoki. My idziemy dalej i zakochujemy się znów, a soczysta zieleń zboczy przywodzi mi na myśl tropikalne lasy. Zachwyt nad światem jest olbrzymi. Naszym planem było dojść do Lucni Boudy, ale kiedy zaczęło znów grzmieć, to zawróciliśmy. Zeszliśmy jednak żółtym szlakiem, który jest najbardziej widokowy! Widzicie stąd zbocza oraz dolinę z dzielnicą Szpindlerowego Mlyna – Svatý Petr. Ten szlak jest bardzo prosty i dla osób, które planują bardzo długą wycieczkę lub nie mają kondycji, jest on lepszy do wchodzenia. Nie zmęczycie się!

Najbardziej zadowolona z wycieczki była Twiggy! Była jedynaczką. Dostawała dużo smaczków od Hill`s Pet. No i biegała luzem cały czas. Przypominam po czeskiej stronie pies nie musi być na smyczy. Dla nas była to taka randka we dwoje. Teraz zaczynamy planować spacery z dziećmi i psami. Jesteśmy przerażeni i podekscytowani jednocześnie! Trzymajcie za nas kciuki i do zobaczenia na szlaku!
