Przewodnik Hill`s Pet: Góry Kaczawskie

Rozpoczęliśmy nasze grudniowe wędrowanie z Hill`sem. Pierwsza trasa, w którą Was zabierzemy prowadzi przez Góry Kaczawskie, a dokładnie idziemy na Rosochę. Wyruszamy!

Góry Kaczawskie kojarzą mi się z pagórkami, niemal płaskimi trasami i brakiem widoków. Kiedy idę w góry, to lubię się zmęczyć, czuć ból nóg i mieć kolejnego dnia zakwasy. Miałam wrażenie, że tu nie ma nic wartego uwagi. Kiedy Ania zaproponowała, że zabierze mnie w Kaczawskie, to zgodziłam się z dwóch powodów – dawno się nie widziałyśmy i byłam ciekawa tych „jej kaczawskich”, o których opowiadała.

GÓRY KACZAWSKIE Z PSEM

Kiedy słyszę Góry Kaczawskie, to pierwsze skojarzenie jakie mam, to kraina wygasłych wulkanów. Wszystkie wulkany w Polsce wygasły ok. miliona lat temu. Nie wiem czy to powód do radości, chociaż jak pomyślę o Wezuwiuszu i o Pompejach, to chyba jednak tak!

Same góry położone są w Sudetach Zachodnich i mają długość 30km. Ich średnia wysokość, to 600m. n.p.m., więc są idealnym miejscem na łatwy i przyjemny spacer. Na taki właśnie spacer zabrała mnie Ania z bloga www.pufoswiat.pl.

DZIKIE KACZAWSKIE

Naszą wędrówkę rozpoczynamy przy Karczmie Górniczej. Tu zostawiamy auto na dość dużym parkingu i spokojnie idziemy spacerkiem asfaltem. Kiedy odbijamy w ścieżkę dydaktyczną, to robi się bardzo jesiennie! Psy są szczęśliwe – biegają i ryją w liściach niczym dziki…

Po drodze słyszymy pierwszy strzał – robi się trochę nieprzyjemnie. Po drugiej stronie łąki widzimy auta – trwa polowanie. Niezbyt chętnie chciałabym mieć śrut w dupsku oraz żeby nasze wielkouche psy zostały pomylone z szarakami. Szybko weryfikujemy trasę i zmieniamy ją. Cel pozostaje ten sam, ale decydujemy się obejść myśliwych jak najszerszym łukiem!

Spokojnie wędrowałyśmy sobie wzdłuż pól, spotykałyśmy sarny, zające i kruki. Znalazłyśmy ruiny domu i wapiennika – zawsze mnie zastanawia historia takich miejsc… Przechodziłyśmy przez potok, brodziłyśmy w błocie i wspinałyśmy się na wzgórze. Idealny wypad – dwie kobiety ubabrane w błocie po kolana.

DZIK JEST DZIKI – A TY UWAŻAJ!

Podczas tego spaceru całkowicie zdałam się na Anię. Więc wiecie – wszystkie atrakcje zapewniała ona!!! Tą dzikową atrakcję też mamy dzięki niej! I absolutnie nie jest to zarzut, bo dzięki temu wydarzeniu cała nasza wyprawa zostanie zapamiętana.

Poszłyśmy „skrótem”, który wiódł piękną leśną drogą grzbietem wzgórza. Bardzo lubię takie drogie, więc skrót zdecydowanie trafił z mój gust! Nawet nie zorientowałam się, kiedy Lager i Biba ruszyły do przodu w kierunku krzaków. Nie zdążyły nawet do nich podejść, kiedy wyskoczył z nich dzik! Był wielkości cane corso (był tak wielki, że jak list do skrzynki wrzucał, to kucał) i był tak bardzo blisko, że niemal mogłam go posmyrać za uchem… Głos mam donośny, więc najpierw wydarłam się panicznie Lager! Biba! Do mnie! A następnie wydałam z siebie piskliwy dźwięk. Psy ruszyły do mnie, a dzik z powrotem w krzaki. Kiedy zbiegłyśmy na dół, do głównej drogi, to odetchnęłyśmy obie z ulgą. Nagrodziłam psy za super dobre zachowanie pysznymi smaczkami. Nogi miałam, jak z waty!

Wiecie, co jest w tej historii najbardziej przerażające? Gdybyśmy szły z psami przy nodze, to weszłybyśmy prosto na dziki! Ten jeden raz jestem szczęśliwa, że psy podeszły luzem, a następnie odwołane wróciły! Myślę, że to uratowało nam tyłki! Góry Kaczawskie z psem okazały się niezwykłą przygodą i obcowaniem z dziką przyrodą 😉

PODSUMOWANIE

Nasz wypad na zawsze pozostanie nam w pamięci. Ciśnienie podnosiło nam się kilkukrotnie, ale zawsze kończyło się dobrze. Mam nadzieję, że każdy nasz wypad będzie się kończył tak samo dobrze, a my z uśmiechem będziemy planować kolejny wspólny wypad.

Gdybyście chcieli powtórzyć naszą trasę, to załączam Wam mapkę. A Wam powiadam: wycieczki z przyjaciółmi są najlepsze!!!

Naszą wycieczkę skończyłyśmy z 13km na liczniku! To jest 13 kg karmy dla Fundacji dla szczeniąt Judyta! Bardzo się cieszę, że udało nam się zebrać dla nich pierwszą część paki!

Share: