BOŻE CIAŁO NA NASZEJ MIEJSKO-WIEJSKIEJ WSI
Życie na wsi ma wiele zalet, ale ma też kilka wad. Podobnie jest z pracowaniem w domu. Mamy swój sielski świat, w który nie wpuszczamy ludzi, którzy nam nie pasują. Ci, którzy nas odwiedzają, którzy mają możliwość zostania tu na kilka dni i cieszenia się z bliskości gór, są w mniejszości. Po półtora roku życia tu, wciąż odpoczywamy od zgiełku i ludzi.
Jest środa, wstajemy wyspani i wypoczęci. Poprzedni dzień spędziliśmy na pracowaniu przed kompem, ale też na pieleniu i koszeniu trawy. 4000m2 koszenia trwa trochę dłużej niż byśmy sobie życzyli. Oczywiście powinniśmy kupić traktorek, który usprawniłby tą czynność. Ale niestety jest on na jednej z ostatnich pozycji na naszej „chciej liście”. Priorytety, a na ten sezon jest to ciepło w domu, wygrywają! Kawa, śniadanie na tarasie i mizianie psów, po drodze ukradziony rozdział książki. Napawamy się tą chwilą po czym uświadamiamy sobie, że musimy iść „do pracy w ogrodzie”. Tak jest środa, ale my mamy dziś wolne – taki mały weekend 😉
Paweł wychodzi do ogrodu, a ja wsiadam do auta i jadę do piekarni. Świeży chleb, z chrupiącą skórką i solonym masłem… Każdy a nas ma jakieś małe przyjemności 😉 Lubię usiąść na schodkach domu, zjeść serek z lokalnej mleczarni i zagryźć go chrupiącym glutenem.
Wchodzę do piekrani i uderza mnie absolutny brak chleba i bułek. Na półkach świeci pustka zupełnie jak za komuny. No dobra może nie zupełnie, bo na półce leży chleb tostowy i zwykły krojony. Niewiele myśląc proszę ten jeden jedyny chleb. Pani sklepowa uświadamia mnie, że powinnam kupić 2 bo jutro jest wolne. Chwilę zajmuje zanim dotrze do mnie, co powiedziała właśnie. Mysli szybko płynął, w mojej głowie właśnie trwa burza stulecia, spada Niagara a wraz z nią milion pytań „jaki dziś dzień?”, „jak to jest sobota, jak był wczoraj wtorek?”… Niewiele myśląc pytam „z jakiej to okazji jest wolne?”. Zdziwienie Pani Sklepowej i Pana stojącego za mną w kolejce jest olbrzymie. „No jak to dlaczego? Przecież jest Boże Ciało!”. Biorę dwa bochenki chleba i wracam do domu, podzielić się zdziwieniem i tym, że jutro jest święto.
I już wiem, że czasami nie pasujemy do tego miejsca. Nie chodzimy do kościoła, nie pracujemy na etacie, nie mamy dni wolnych według kalendarza. Kolejny raz dalismy się złapać na tym, że sklepy są zamknięte, a my odpalamy googla z pytaniem „jakie dziś święto”? Zaskukakująco fraza wyskakuje jako pierwsza w google 😉 Cieszy nas fakt, że jednak jesteśmy anonimowi w tej naszej wiesko-miejskiej ostoi i nikt nie powie „to Ci, co ich nie było na procesji”.
A ziemia toczy swój garb uroczy, a my szykujemy dom do dalszej części remontu. Ot takie to dziś święto u nas…