Moje idealnie nieidealne psy
Pies Idealny. Każdy z moich psów jest Idealny. Wróć. Każdy z moich psów miał być IDEALNY. Każdy Idealny nie jest. Czy zatem istnieje pies Idealny? Czy to tylko nasze wyobrażenie? Znam psy, które wg mnie są niemal idealne, a ich właściciele nadal twierdzą, że do ideału to im daleko. Zatem jak to jest z tym ideałem? Czy to jest tylko nasze wiecznie niespełnione marzenie?
W dobie Fejsbuczka jesteśmy zalewani filmikami, na których psiarze prześcigają się w pokazywaniu co ich pies już umie, mając zaledwie kilka miesięcy. Głosy oglądających są podzielone na tych zachwyconych oraz na tych, którzy mówią, że pies ma prawo być szczeniakiem. Mi jest generalnie wszystko jedno – każdy pracuje ze swoim psem w tempie jakie mu odpowiada, uczy go tego czego potrzebuje i daje mu czas na bycie papisiem, kiedy uznaje chce.
Ja przyznaję się bez bicia, że moje psy są papisiami bardzo długo. Oczywiście skutkuje to tym, że potem frustruję się, bo dziewczyny wolą zabawę niż pracę. Z drugiej strony każdy z moich corgi dojrzewał psychicznie ok. 3 roku życia. Coś w mózgu corgisiów przestawiało i nagle załączał się tryb PRACA. W związku z tym moje psy zaczynając być ogarnięte zdecydowanie później niż większość ich pobratymców.
Moje psy idealne nie są, ba one są po prostu Idealnie Nieidealne. Każdy z moich psów miał być psem mega zdyscyplinowanym, wyszkolonym, a na spacerach miał być psem pięknie chodzącym przy nodze. Słowo MIAŁ jest tu kluczem 😉
Przyznam wprost, że do tej pory posłuszeństwo moich psów pozostawia wiele do życzenia. Natomiast, to co jest najważniejsze i co jest nam potrzebne w życiu codziennym – wykonują. Jestem je w stanie odwołać na spacerach, usadzić do zdjęć czy położyć. Wykonują polecenia podczas pracy na pastwisku, szybko uczą się tego, czego od nich wymagam.
To czego mi brakuje, a czego nie wypracowałam to jest ciągnięcie. Poza Bibą każda z dziewczyn jest lokomotywą, ale… tylko w stadzie. W pojedynkę chodzą idealnie przy nodze i nie mogę się do niczego przyczepić 🙂 Oczywiście, że staram się to opanować, ale smyczowe spacery są tylko krótkie i fizjologiczne koło domu. W czasie wyjazdów nie ma problemu z dziewczynami podczas zwiedzania miast. Na obcym terenie nie jest im spieszno od rogu do drzewka, od drzewka do murku itd. Tam im psi koledzy nie zostawiają maili, które trzeba odczytać teraz i natychmiast.
Kolejnym nieidealnym zachowaniem jest darcie japy na dzwoniący domofon. Jest to uciążliwe zwłaszcza, że odwiedza nas całkiem spora liczba kurierów. W naszym bloku mamy domofon zarówno przy wejściu do klatki, jak i na każdym piętrze (aby dostać się do korytarza z mieszkaniami). Nauczyłam się już, że po wpuszczeniu na klatkę schodową kuriera, do kolejnych drzwi idę sama i nie czekam na kolejne dźwięki domofonu – oszczędzam sobie i sąsiadom koncertu 3 psów z ekipy heavy metalowej 😀
To co udało mi się wypracować, to absolutny zakaz darcia się na balkonie. Dziewczyny wiedzą, że im nie wolno szczekać, a jak już nie mogą wytrzymać to szczekną i uciekają do domu na swoje posłanie… Naprawdę najgorszą karą dla nich jest zamknięcie balkonu. Efekt jaki jest, to cichutkie poburkiwanie pod nosem, które zdecydowanie uciążliwe nie jest. Dzięki temu sąsiedzi narzekają na inne psy, a nasze uważają za mega grzeczne.