Góry, deszcz, psy i skręcona kostka…
Pierwszego dnia naszego urlopu mieliśmy ambitny plan wejść na Śnieżkę. Wybraliśmy sobie szlak przez Kopę. Jednak od rana nad górami kłębiły się chmury. W związku z tym odłożyliśmy nasze wejście na popołudnie, a przedpołudnie spędziliśmy na zjeżdżeniu okolicy i szukaniu pięknych widoków.

Po południu zebraliśmy się w góry. Spacerem wyszliśmy z pensjonatu i podreptaliśmy w kierunku czarnego szlaku prowadzącego na Sowią Przełęcz. Po drodze mijamy skałki, gdzie właśnie trwa wspinaczka (chwilę podziwiamy) i ruszamy dalej. Idziemy wzdłuż strumienia. Nie mogę nadziwić się buractwu ludzi, którzy wychodzą w góry… śmieci, ilość śmieci mnie poraża – psy czują się, jak w siódmym niebie 😉 idziemy wzdłuż strumienia i staram się napawać jego szumem. Chwilę później musimy się przez niego jednak przeprawić. Zimno, zimno i potłuczone butelki! Paweł wybiera szkło, staramy się je usunąć z drogi i przeprawiamy się razem z psami. Jest zimno w nóżki, czuję się jakby w moim ciele schodziła lodowa lawina 😀 Psom pomagamy, bo na krótki łapkach, w dość ostrym nurcie nie jest im wygodnie. Tu śmiało mogę powiedzieć, że za szelki Ruffwear Front Range (to jest ten najpopularniejszy model) można podnieść do góry i podać psa dalej – szelkom nie stało się nic!!! Wam proponujemy od razu iść szlakiem po właściwej (zachodniej) stronie strumienia, no chyba, że lubicie atrakcje jak my 😉
Wracamy na czarny szlak i szeroką szutrową drogą pomykamy do góry. Jest przyjemnie, psy zadowolone biegają, pogoda idealna – chłodno. Wychodzimy na Szeroki Most, skąd możemy dwoma różnymi szlakami iść w kierunku Śnieżki. My wybieramy trasę przez Czarną Kopę i kierujemy się w kierunku schroniska Jelenka (czeskie schronisko, można płacić złotówkami i psy mile widziane). Niestety dosyć szybko podejście robi się kamieniste i zaczyna być ciężko. Tego o psach powiedzieć nie mogę, bo one biegły do góry niczym kozice górskie.
Na szlaku spotykamy pojedyncze osoby. Tak jest przeważnie kiedy nie wybieramy głównych szlaków. Dzięki temu psy mogą chodzić luzem, nam jest zdecydowanie wygodniej i możemy napawać się ciszą i pięknem gór.
Ludzi spotykamy dopiero na głównym szlaku, który wiedzie z Przełęczy Okraj. Jednak i tutaj jest niewiele osób, bo główny szlak na Śnieżkę wiedzie przez Samotnię. Oczywiście napotkane osoby największą uwagę zwracają na psy, które są tu chyba większą atrakcją niż otaczające nas widoki. Setki pytań o rasę, o to jak się nazywają i „ojej są 3 takie same”, „na takich króciutkich łapkach to muszą się nadreptać”, czy gryzą, czy można pogłaskać… Dobrze, że one nie chcą się witać, tylko idą dalej, dalej, dalej…
Dochodzimy do Jelenki trochę zmęczeni i zmarznięci. Dostajemy pyszny gulasz z pampuchami i oranżadę mojego dzieciństwa. Psy dostają jeść i kładą się spać pod stołem. W schronisku jest jeszcze berneńczyk, który bardzo chciałby się zaprzyjaźnić z dziewczynami. Niestety nasze psy odpoczywają i mają wszystko gdzieś. Pełne brzuszki, wypita micha wody – regeneracja trwa. Odpoczywamy, planujemy dalej… Za oknem trą się chmury, jest mgła… Góry takie piękne.
Niestety tu się kończy nasza przygoda, bo zaczyna padać. Zawracamy i schodzimy tą samą trasą na dół. W trakcie zejścia, na śliskich kamieniach spotykamy parę – dziewczyna schodzi w trampkach i ślizga się. Proszę Was myślcie w czym wychodzicie w góry! Zawsze może być opad z nieba i ślisko. Nie jest to bezpieczne!
Psy mkną na dół, my schodzimy ostrożnie po kamieniach. Łapie nas oberwanie chmury, jest hardcore. Mokre jest wszystko a środkiem szlaku płynie potok. Kiedy dochodzimy na dół, już prawie koniec szlaku rozprężam się. To niestety był błąd, jeden krok, poślizgnięcie i ból… tracę kontakt ze światem, siadam… wiem już, że poszła kostka, ale liczę, że jest tylko źle postawiona. Idziemy dalej, pomimo bólu. Staram się być dzielna, ale łzy płyną po policzkach (dobrze, że padał deszcz i nie było widać, że ryczę!).
Udało nam się dojść do pensjonatu, przemoczeni, zmęczeni, głodni. Rozwieszamy wszystko – dobrze, że ilość kaloryferów jest wystarczająca, a my mamy górskie buty na zmianę. Kostka puchnie, ale kto by się przejmował kostką. Jest dobrze 🙂
P.S. Wybaczcie niewielką ilość zdjęć, poprawimy się przy kolejnych postach 🙂