Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata. To przysłowie zna każdy, a w tym roku doświadczamy tego szczególnie intensywnie. Między opadami deszczu, śniegu i słońca udaliśmy się w Izery na najlepsze naleśniki na świecie! Jeżeli też uwielbiacie naleśniki i chcecie się na nie wybrać, to zapraszam na naleśnikową wyprawę.

góry z psem, podróże z psem, pies w górach

Pogoda tej wiosny bardziej przypomina tą z przedwiośnia lub raczej jesieni. Deszcz, śnieg i słońce w ciągu godziny? Nie ma sprawy Kwiecień AD2017 zapewnia takie atrakcje. W górach leży całkiem spora pokrywa śnieżna, mało tego śniegu wciąż przybywa… Czy wypada nam zabierać rodzinę w takie warunki? A może jednak warto zabrać ich w góry na łatwe szlaki, a na końcu zapewnić im najlepsze naleśniki pod słońcem?
Zdecydowanie wybieramy Izery z psem, bo psów to u nas zawsze dostatek! 
Naszą wędrówkę rozpoczynamy w Świeradowie Zdroju, u podnóża kolejki linowej. Ze względu na osobę, która po górach nie chodzi i zdecydowanie nie ma zdrowia do wędrówki na Stóg Izerski wybieramy podróż gondolą. Wjazd nie należy do najtańszych – za 2 os. wyszło 70zł, a za 3 os. 90zł. Psy podróżują na całe szczęście za darmo!
Samo wsiadanie do kolejki może być problematyczne dla psiaków. Wagonik jedzie, bardzo wolno ale jednak przemieszcza się. Na całe szczęście obługa wyszła na zewnątrz widząc czworonogi i była gotowa zastopować gondole abyśmy mogli wsiąść spokojnie. Podróż do góry trwa kilka minut podczas których nasze psy oglądały widoki. Wysiadanie również odbywa się w ruchu, ale tu również obsługa czekała na nas i była gotowa zastopować kolejkę. Super sprawa, że nawet kolejką linową psiaki mogą podróżować!

góry z psem, kolejka linowa z psem, podróże z psem
Ze Stogu Izerskiego rozpoczęliśmy wędrówkę na Halę Izerską. Mieliśmy ładną pogodę, było mokro, no i oczywiście był śnieg, w dodatku mokry – ten najbardziej znienawidzony przez wędrujących. Nie ukrywam, że nogom było mało przyjemnie, ale droga zboczem jest cudowna. Dopiero pod starym wyciągiem weszliśmy na główny szutrowy szlak. Tu śniegu było mniej, ale za to jak był to do połowy łydek 😉 Przy życiu i chęciach do dalszej drogi trzymała mnie tylko myśl o naleśnikach w Chatce Górzystów. Kto spróbował ich chociaż raz, ten mnie rozumie. To uzależnienie, ale jakie cudowne uzależnienie.

góry z psem, wędrowanie z psem, podróże z psem
Docieramy na Halę Izerską, na której dmucha niemiłosiernie. Masz wrażenie, że wiatr odarł Cię ze wszystkich warstw odzieży i przenika każdy centymetr ciała. Jest tu tak pięknie i czuję olbrzymią euforię, która jednocześnie miesza się ze skrajną nienawiścią do aktualnych warunków atmosferycznych. Jest to pierwszy raz, kiedy nie wiem czy bardziej kocham czy bardziej nienawidzę…
Musicie wiedzieć, że Izery nazywane są biegunem zimna. Zimy tu są bardzo długie i wyjątkowo paskudne – na Hali Izerskiej w 1996 roku zanotowano temperaturę -36,6 stopni Celsjusza. Pamiętajmy, że zimy w ostatnich latach nie są już zimami stulecia! O ile jednak zima ma być zimna (patrzcie foto pieca w Chatce Górzystów), to lato powinno być ciepłe. Nic bardziej mylnego. 20 lipca 1996 roku temperatura w nocy spadła do -5,5 stopni Celsjusza. Cieplusio, nie?!

góry z psem, hala izerska, chatka górzystów
Docieramy do Chatki Górzystów. Do jedzenia są naleśniki, bigos, ogórkowa i ogórkowa i ogórkowa 😛 Ale za to takie domowe, cudownie smaczne i ciepłe! No i co najważniejsze nie ma kolejki!

góry z psem, chatka górzystów, naleśniki
Absolutny Must Have w Chatce Górzystów!!!

Musicie wiedzieć, że tu są zawsze kolejki i warto stanąć w tym ogonku 🙂 Karmią tu, jak u mamy, albo babci… mniaaaaam! Obiecane naleśniki z serem i jagodami smakowały naszym gościom, którzy dzielnie tuptali tu przez śniegi i roztopy 😉 BRAWO WY! Będą z Was górscy piechurzy 😉

góry z psem, wędrowanie z psem, podróże z psem
Gospodarze Chatki, to otwarci i cudowni ludzie. Zawsze rozmawiają ze swoimi gośćmi, kochają psy i nawet 5 naszych nie była problemem. Wszystkie zostały wymiziane. Szczególnie do gustu przypadły im cardigany. Mamy się umówić na sesję fotograficzną i mizianie psów. Takich gospodarzy nie można nie lubić 🙂
Na Hali Izerskiej przed Drugą Wojną Światową istniała niemiecka wioska Gross Iser (Wielka Izera). Początki tej osady sięgają 1630  roku, kiedy to osiedlił się tutaj ewangelicki uchodźca o imieniu Thomas. Zabudowa przebiegała powoli ze względu na bagniste tereny, surowy klimat i brak dróg. Dostęp do koloni był możliwy tylko przez wąskie ścieżki wyłożone balami. Drogę utwardzoną tzw. Staroizerską (dzisiaj szlak  niebieski ze Świeradowa) zbudowano dopiero po wykonaniu szeregu rowów odwadniających.
     Mieszkańcy żyli biednie. Utrzymywali się z wypasu bydła i owiec, produkcji serów, przędzenia wełny, połowu pstrąga. Mężczyźni pracowali przy wyrębie lasu, wyrabiali gonty i trudnili się kłusownictwem. Surowy klimat nie pozwalał na uprawę zbóż i drzew owocowych. Miejsce to było zwane „Małą Syberią” z powodu długich i srogich zim. Piekarz i masarz przyjeżdżali tu konno raz w tygodniu i oferowali świeże pieczywo i mięso. Inne zakupy robiły kobiety, nosząc ze Świeradowa ciężkie kosze na własnych barkach.
     Administracyjnie kolonia podlegała miastu Bad Flinsberg (Świeradów Zdrój). Raz w miesiącu pastor odprawiał nabożeństwo w budynku starej szkoły. Szkoła powstała w 1750 roku gdy wioska liczyła około 20 domów. Zmarłych chowano na cmentarzu w Świeradowie.
     Wraz z rozkwitem Świeradowa jako uzdrowiska, które nastąpiło w drugiej połowie XIX wieku rozbudowała się też Wielka Izera. Osada stała się ulubionym miejscem wycieczek kuracjuszy. Ożywił się ruch graniczny z Czechami i rozwinęła się turystyka narciarska. Mężczyźni byli dodatkowo zatrudniani przy wydobyciu borowiny z tutejszych torfowisk potrzebnej dla uzdrowiska.
     W latach 30-stych XX wieku Gross Iser rozciągała się od Polany Izerskiej do Kobylej Łąki (ok. 5,5 km) z głównym skupiskiem na Hali Izerskiej. Znajdowały się tutaj 43 domy mieszkalne, 3 gospody, 2 schroniska, 2 celnice, kawiarnia, leśniczówka, straż pożarna, domek myśliwski oraz stara i nowa szkoła. Właśnie w nowej szkole, wybudowanej ok. 1938 roku mieści się „Chatka Górzystów”.
    Szkoła posiadała główną klasę (1-8) z dodatkowym pokojem na bibliotekę, osobne pomieszczenie do prac ręcznych dla chłopców (dzisiejsza drewutnia) i szkolną kuchnię dla dziewcząt. Na piętrze mieszkał nauczyciel z rodziną. Obie szkoły posiadały dzwonnice. W starej szkole dzwon bił o godzinie 7, 12 i 18tej, w nowej tylko przy szczególnych wydarzeniach ( Nowy Rok, pogrzeb itp. ).
      10 maja 1945 roku osadę zajął oddział radziecki, spalono domek myśliwski. 11 maja żołnierze zastrzelili właściciela schroniska Gross Iser Baude Paula Hirta. Został on pochowany w pobliżu Nowej Szkoły. Dziś to miejsce upamiętnia okolicznościowa tablica oraz prosty brzozowy krzyż.
      Od czerwca do października 1945 roku przeprowadzono akcję wysiedlania. W latach powojennych nastąpiło stopniowe rozbieranie i niszczenie zabudowań. Budynek szkoły nie wiedzieć dlaczego ocalał, jednak nie obyło się bez rozszabrowania co cenniejszych elementów wyposażenia nie mówiąc już o elementach konstrukcyjnych. Właściwie to do dnia dzisiejszego budynek nie osiągnął jeszcze stanu z roku 1945 kiedy to wszystkie pomieszczenia były w nim oświetlone, istniała  kompletna instalacja wodociągowa i kanalizacyjna z których do dzisiaj pozostały jedynie uchwyty po rurach, a w nieistniejącym dziś łączniku pomiędzy budynkami znajdowały się łazienki i toalety wyłożone białymi kafelkami!
Również drugi budynek aktualnie nadający się do kapitalnego remontu na skutek wycięcia i „zagospodarowania” belek stropowych posiadał wszystkie instalacje i standardem wykończenia nie odbiegał od budynku głównego. Dodatkowo na stan budynku wpłynął fakt iż w dzisiejszej świetlicy a także w pomieszczeniu do niej przylegającym stały konie używane do prac leśnych. Dziś przy okazji zbijania starych tynków co chwilę okazuje się że słupy nośne są do wysokości jednego metra przegnite i sukcesywnie trzeba je wymieniać. A jako że budynki są zbudowane z tzw. „pruskiego muru” dziury po owych słupach a także rozkradziona i naprędce załatana elewacja przyczyniają się do powstawania dużych przeciągów dzięki którym utrzymanie znośnej temperatury w budynku wymaga naprawdę ogromnych ilości opału.  
      W połowie lat osiemdziesiątych, przypadkiem odkryli to miejsce studenci z WSI z Zielonej Góry1). Starania o zaadoptowanie budynku na chatkę studencką zostały uwieńczone sukcesem. Pośpieszny remont przeprowadzono głównie rękami studentów. Przebudowano świetlicę (wcześniej stajnia), odtworzono ganek, położono nowy dach, zbudowano piece i wyposażono wnętrze. Pierwszymi gospodarzami zostali Lucyna i Jurek Bizunowiczowie z Lubska. (www.chatkagorzystow.prv.pl).
Izery z psem są super pomysłem. Nie są to góry wymagające, ale niezwykle urokliwe. Cisza, spokój i bezkresna przestrzeń. Uwielbialiśmy tu przyjeżdżać, a teraz uwielbiamy wracać. Możemy tu dojść z domu, chociaż wymaga to zdecydowanie więcej czasu i sił niż dojazd do Świeradowa czy do Rozdroża Izerskiego i wędrówka z parkingu. Do Chatki możecie również dojść z Jakuszyc, po drodze zahaczając o Orle (klik!).

góry z psem, wędrowanie z psem, podróże z psem
Poza sezonem rowerowym jest tu w zasadzie pusto. Niestety rowerzyści są tu wszechobecni i będą Was mijać na każdym kroku. Jeżeli Wasz pies nie lubi rowerów lub się ich boi, to zdecydowanie odradzamy szlaki w Izerach w sezonie. Poza nim możecie tu nie spotkać nikogo!

góry z psem, podróże z psem, chatka górzystów
góry z psem, stóg izerski, wędrówki z psem

  • Myślę, że moja Dafne też by się w górach odnalazła:-) Uwielbia długie spacery, nawet w ciężkich warunkach.

  • Ale super piesek. Naleśniki wyglądają naprawdę super. Nigdy nie widziałem Jeepa na gąsienicach!

  • Ten jeep jest niczym z filmów, robi wrażenie!

Instagram

Dołącz do nas