Podróż z Warszawy minęła im szybko. Martwili się trochę o to czy ekipa przeprowadzkowa trafi tutaj. Dom znaleźli przez przypadek. Szukali w okolicy domu starego, domu z duszą, marzyła im się poniemiecka willa. Kiedy zobaczyli banner z napisem SPRZEDAM, to niemal zatrzymali się w miejscu. Karol jeszcze nie zatrzymał auta, kiedy, niecierpliwa z natury Mela, już odpięła pasy, otworzyła drzwi i niemal wyskoczyła. Chciała biec, żeby jak najszybciej obejrzeć to cudo, ale Karol złapał ją za rękę, przyciągnął do siebie i wysyczał do ucha „Mała nie bądź taka napalona na ten dom, bo cenę podwoją!”

Drzwi otworzyła im Fancuzka, która od progu zaprosiła ich na zwiedzanie domu. Mieli olbrzymie szczęście, że Karol jako dziecko mieszkał w Paryżu z rodzicami i po francusku mówił biegle. Szybko dogadali się i Anne Marie pokazała im cały dom. Chodzili po nim i oczami wyobraźni widzieli pracownię, pokój dziecięcy, wielką kanapę w salonie i duży stół w jadalni. Kuchnia, która wielkością przypominała połowę ich warszawskiego mieszkania oczarowała Melanię. Wiedziała, że to będzie serce ich domu!

Kiedy wyszli z domu, to oboje trzymali się w ryzach żeby nie krzyczeć z radości. Wszystko było na tak, nawet cena. Ale liczyli oczywiście, że coś utargują. Gdyby cena była niższa o 30 tys., to nie musieliby brać kredytu, ani rozważać sprzedaży mieszkania. Tak czy siak wiedzieli, że dom jest ich. Teraz tylko wrócą, pokręcą trochę nosem, powiedzą ile mogą dać w gotówce i będą liczyli na przyjęcie ich oferty.

Dziś, po 2 tygodniach stali przed swoim nowym domem. Nie wiedzieli co zrobić, jak powinien wyglądać ten pierwszy moment. W pewnym momencie Karol złapał Melę na ręce i śmiał się, że teraz to ona musi jakoś otworzyć drzwi do domu, bo on ma zajęte ręce.

Dom wydawał się dziwnie pusty bez mebli. Oglądali po kolei każde pomieszczenie i zastanawiali się co będzie w każdym z nich. Mela nie mogła się zdecydować czy w tym z największymi oknami zrobić sypialnię czy pokój dziecięcy. Zważając na to, że nie była nawet w ciąży, to chciała budzić się z widokiem na góry.

Nie wiedzieli co zrobić ze sobą i za ile przybędzie ekipa z dobytkiem ich życia, więc wypuścili z auta psy i poszli zrobić kawę. Mela przezornie zabrała kubki, kawę i kawiarkę ze sobą; nie zapomniała nawet o jej ukochanym syropie orzechowym. Psy zwiedzały cały dom, niuchały w każdym kącie. Systematycznie pokój po pokoju czytały historię zapisaną w ich ścianach. Z kubkami wypełnionymi czarnym napojem bogów usiedli na werandzie – To będzie nasz rok powiedział Karol, to jest nasze zawsze na zawsze i że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

W tej chwili żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, jak bardzo się mylą. „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”. Właśnie nieświadomie to zrobili.

Dwoje ludzie, 4 cardigany i domek w Karkonoszach. Brzmi jak bajka? Zapewniamy Cię, że nie. Zapraszamy do naszego świata psów, gór i wiejskiego życia.

Dwoje ludzie, 4 cardigany i domek w Karkonoszach. Brzmi jak bajka? Zapewniamy Cię, że nie. Zapraszamy do naszego świata psów, gór i wiejskiego życia.

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Dołącz do nas