Śnieg za oknem, zasypał schody do domu, osiadł na drzwiach i wpadł do wiatrołapu, jak je otworzyłam. Pada, a może powinnam powiedzieć sypie za oknem i zimno jak nie wiem. Jedyne o czym marzymy, to koc, herbata z cytryną i miodem, książka oraz psy. Co robimy w takie dni, kiedy wyjście z domu jest największą karą?

Pierwszą rzeczą jest zawsze wyjście z psami do grodu. Ubieram milion wartsw, najgrubszą czapę, rękawice narciarskie, okręcam się szalikiem i niczym ludzik Michelin dumnie wychodzą za pędzącymi dziewczynami. Do ogrodu zabieram im zwykle pullera, którego łatwo namierzyć w śniegu, a którego również mogą nosić we dwie, czy we trzy. Ja stoję i robię od czasu do czas skłony, następnie macham ręką i rzucam psom zabawkę. Później moim jedynym sportem jest pokrzykiwanie „dawaj ją”, „dawaj, dawaj, dawaj” oraz „uciekaj”. Po kilkudziesięciu minutach wracamy do domu, a ja zastanawiam się czy mogłabym żyć na Alasce… odpowiedź brzmi NIE!

Kiedy już ściągnę rękawice, szalik, czapę, kurtkę i ściągnę śniegowce mogę udać się do kuchni w celu zrobienia herby z cytryną, opcjonalnie gorącą czekoladę. Z gorącym i parującym napojem udaje się do sypialni w celu zaszycia się pod kocami. Czworonogie podążają za mną i w korytarzu na piętrze wyprzedzają mnie aby zająć sobie wygodną pozycję. Zostawiam herbatę, zapalam świeczki (ostatnio kocham Sparkling Snow Yankee Candle) i idę założyć ciepły dres i wełniane skarpety.

Ciepły koc, to mój ulubiony przyjaciel (przepraszam mojego przyszłego niedoszłego męża za tą zdradę), który nigdy nie pozostawia mnie i zawsze spieszy otulić mnie całym sobą. Książka w ręku i możemy udawać, że to co jest za oknem, to tylko jakaś pomyłka i zwidy. Herbata w kubku grzeje cudownie, kiedy to oddaję się pasji czytania. Najczęściej zalega ze mną Biba, która chyba się starzeje 😉 Stała się okropnym piecuchem i koniecznie chce leżeć okryta kocem. Co zrobić? Musimy się dzielić!

Wieczory uwielbiamy spędzać w salonie na kanapie. Zaplamy latarnie na parapetach i oglądamy filmy i seriale. Nie, nie sami – psy oczywiście zalegają z nami. Teraz już wiemy, że musimy zmienić kanapę i kupić jakąś zdecydowanie większą – na tej nie zmieści się już absolutnie nikt nowy!!! Nie jest nam straszny wiatr, który uderza w ściany domu, podrywa łupek i grzechocze nim. Śnieg? Przestaje robić na nas wrażenie. Uwielbiam się gapić na niego, jak pada pięknymi płatami, takimi z amerykańskiego filmu. Przykrywa wszystko i aż chce się nucić „na całej połaci śnieg…”.

Czego nam brakuje w tej naszej enklawie? Zdecydowanie kominka! Nie jest przewidziany na plany remontowo-budowlane 2018. Ale kto wie… może się jednak uda zaoszczędzić i na niego – trzymajcie kciuki. Wszak buzujący w kominku ogień, trzeszczące drewno i zawierucha za oknem dopełniają naszego idealnego obrazu zimy w górach.

Nasze górskie hyyge, to ciepłe grube koce, to świeczki przepełniające dom zapachem zimy (latem nie jestem fanką palenia świec zupełnie) i domowego ciepła, no i oczywiście psy. To wszystko sprawia, że ten nasz świat 2+4 jest tak bardzo niesamowity i magiczny. To marzenie o cudownym domu przepełnionym ciepłem spełnia się. Niech ta magia dzieje się już zawsze 🙂

Instagram

Dołącz do nas