Wielu ludzi chce mieć psa, bo kto Was przywita serdecznej i wylewniej niż futrzasty czworonóg, bo kto Was wysłucha wtuli się, kiedy będzie mieć zły nastrój, no i w końcu z kim pójdziecie pobiegać albo pomaszerować po parku żeby jakoś zacząć przygodę ze sportem? Tylko wówczas pojawia się myśl: „ale ja pracuję, czy dam radę?”. No właśnie a czy Wy dajecie radę?

Psy są w moim domu od zawsze. Moi rodzice pracowali zawodowo, ja chodziłam do przedszkola, szkoły, studiowałam. Później wyprowadziłam się z domu rodzinnego i oczywiście pracowałam. Pojawił się w domu również pies. Czy nie bałam się tego, że nie dam rady poświęcić psu wystarczająco dużo czasu?

Na wielu grupach psich możecie przeczytać, że jesteście za biedni, za dużo pracujecie, za mało pracujecie, za dużo macie dzieci, nie macie dzieci, macie psa, nie macie psa, no kot?! Absolutnie nie do szczeniaka!! I jak przyszły właściciel psa ma sobie radzić? Co ma sobie myśleć? A może psa mogą mieć ludzie pracujący w domu lub Ci, którzy są bogaci i pracować nie muszą? Co do tych bogatych nie pracujących – jak wiecie jak to się robi, to podzielcie się… Też chciałabym być bogata i nie musieć pracować 😉

Śmiało mogę Wam powiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych. My też pracowaliśmy na etatach i mieliśmy 2 psy, a dodatkowo odchowaliśmy miot Bibowych dzieci. Jak zatem organizowaliśmy czas sobie i psom?

Oboje pracowaliśmy na etatach od 9 do 17. Podróż do pracy/z pracy zajmowała nam dodatkowe 2 godziny. W związku z tym nie było nas niemal 10 godzin dziennie. To dosyć powszechna sytuacja u ludzi, którzy pracują i do pracy dojeżdżać muszą… Poranki niestety nie należały nigdy do łatwych, bo oboje lubimy spać długo i długo w nocy urzędować 😉 Ale nie było innej możliwości, jak tylko zebrać się w sobie, zrobić kawę w kubek i wyjść z psami na spacer.

Rano wychodziliśmy na spacer do parku i tam przez 45 minut rzucaliśmy piłkę. Obie dziewczyny wybiegane i z wywalonymi jęzorami wracały do domu. Dzięki temu spokojnie w domu spały jak susły. My spokojnie mogliśmy wyjść do pracy i nie mieć wyrzutów sumienia. Po pracy pędziliśmy do domu do psów. Ten kto dotarł pierwszy wychodził przed blok na sikupę. Szybki kwadransik wokół bloku i mogliśmy spokojnie zjeść obiad. Po tzw. pół godzinki dla słoninki wychodziliśmy z psami do parku lub jechaliśmy na pola/do Kampinosu (w zależności od pory roku). Dzięki temu zarówno psy, jak i my mieliśmy zapewnioną dawkę ruchu! Po spacerze kolacja psia i ludzka, a potem zalegaliśmy na kanapie, robiliśmy sztuczki itp. Ostatni spacer po 22 i mogliśmy wszyscy iść spać 🙂

Oczywiście było nam łatwo, bo byliśmy we dwoje z psami. Kiedy jedno chorowało lub nie miało nastroju, to drugie mogło zajmować się psami. Mogliśmy i nadal możemy na siebie liczyć! Czy w pojedynkę dałabym radę? Na pewno! Nie raz i nie dwa Paweł musiał wyjechać w delegację, a ja zostawałam na placu boju sama z psami. Najważniejsze było zaplanowanie wszystkiego i trzymanie się rozkładu dnia i rozkładu jazdy komunikacji miejskiej (chwała BUS Pasom w Wawie!)

Czy gdybyśmy mieli pracować znów na etacie, to na pewno nie zrezygnowalibyśmy z posiadania psów. Nie martwcie się czytając opinie innych o tym, że ludzie pracujący nie powinni mieć psów. To jest totalna bzdura! Wszystko jest kwestią rozplanowania sobie dnia i tego, jakie macie priorytety 🙂


Instagram

Instagram did not return a 200.

Dołącz do nas