W pierwszy weekend listopada wybraliśmy się na zasłużony odpoczynek 🙂 Miesiąc bez wyjazdu weekendowego to miesiąc stracony 😉 tak brzmi nasze hasło!

Pojechaliśmy w rodzinne strony Pawła czyli do Gubina. Spędziliśmy tam 3 dni – chodząc na fajne spacery, robiąc zakupy i mając inne przyjemności. Droga minęła nam bardzo dobrze – 500 km w 4,5 godziny – dzięki za autostradę. Większość drogi dziewczyny przespały na tylnej kanapie. Oczywiście dochodzi na niej czasem do spięć – przekładając się wpadnie na śpiącą, a pisk, a krzyk… ale to chwilowo i zaraz znów śpią razem grzeczniutko.

Pierwszego dnia pojechaliśmy razem z tollerowym towarzystwem na spacer nad jezioro. Dziewczyny w siódmym niebie – były grzeczne i karne (poza znalezieniem zajęczych bobków). Były szaleństwa na piaseczku, było spacerowanie po lesie i było jezioro (niektórzy postanowili się nawet wykąpać).
Pomimo różnic gabarytowych Biba dogadała się z Fado i wspólnie bawili się, podgryzali i tarmosili. A Yuma? cóż Yuma postanowiła, że grysienie Fado w zadek jest najlepszą zabawą na świecie – Agata, Łukasz przepraszam za wytrymowanie ogona i zadka Fadzisława. Nie wyglądał jak pudel więc nie było najgorzej 😀

 

 

 

 

 

 

 

 

Drugiego dnia dzień zaczął się bardzo wcześnie, niestety szczeniaczki wstają skoro świt. Poszliśmy na spacer wałami nad Nysą. Deszcz nie deszcz iść trzeba. Suki szczęśliwe, biegać można dowoli, gonić, szarpać się, przewracać, podgryzać i szczekać na siebie. Wariacjom nie było końca! Spotkaliśmy też krowy – zjawisko dziwne i nieznane Yumie a dla Biby to oczywiście instynkt i próba pogonienia – spokojnie zawczasu zapięliśmy panienki i nie zamierzaliśmy sprawdzać jak poradzą sobie z bydłem, bo z owcami Biba radziła sobie całkiem nieźle 😉 po 2 godzinach spaceru mokrzy i zadowoleni wróciliśmy na zasłużone śniadanie 🙂 Aby za 2 godziny wyruszyć na kolejny spacer – tym razem do Łagowa nad jeziora. Super sprawa – jeziora, las, liście, tony liści i znowu można gonić, można biegać i szaleć. Wróciliśmy zmęczeni i zadowoleni – przede wszystkim zadowolone były dziewczyny, które grzecznie przespały caaaałe popołudnie i wieczór.

 

 

 

Dzień trzeci znów stał pod znakiem porannego spaceru po wałach.Tym razem jednak nie padało, krówki patrzyły jakby łaskawszym okiem na dwa dziwne uszate stwory. Spacer zdecydowanie dłuższy, bo i pogoda dużo lepsza. Szaleństwom znów nie było końca – a po dziewczynach jak zwykle zero śladu, że to trzeci dzień biegania 😀 Fakt na pastwisku corgi też musiały dużo biegać a poza tym w Warszawie nasze spaceru również są długie.

Niestety po powrocie i śniadaniu należał się zapakować do auta i wrócić do rzeczywistości, do domu, do bloku, na osiedle… i tylko szkoda nam, że rano nie możemy wyjść na wał nad Nysę 🙂

 

 

 

 

Dwoje ludzie, 4 cardigany i domek w Karkonoszach. Brzmi jak bajka? Zapewniamy Cię, że nie. Zapraszamy do naszego świata psów, gór i wiejskiego życia.

Dwoje ludzie, 4 cardigany i domek w Karkonoszach. Brzmi jak bajka? Zapewniamy Cię, że nie. Zapraszamy do naszego świata psów, gór i wiejskiego życia.

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Dołącz do nas